Wrzesień i październik to w Trójmieście czas, w którym pół miasta znika w lasach. Ludzie, którzy przez cały rok nie mają czasu na siłownię, potrafią spędzić cztery godziny brodząc po Kaszubach z koszykiem. I tu pojawia się pytanie, które usłyszałem ostatnio od podopiecznej: czy to się w ogóle liczy jako aktywność?
Odpowiedź brzmi: liczy się, i to bardziej, niż myślisz.
Co się dzieje z Twoim ciałem podczas grzybobrania
Grzybobranie nie wygląda na wysiłek, bo nie ma w nim zadyszki ani potu. Ale przyjrzyj się, co właściwie robisz przez te kilka godzin.
Chodzisz po nierównym, miękkim terenie, który wymaga od stóp i kostek ciągłej pracy stabilizującej, zupełnie inaczej niż płaski chodnik. Przekraczasz konary, wchodzisz na pagórki, schodzisz w dół. Kucasz i wstajesz, czasem setki razy w ciągu wyprawy. Schylasz się, skręcasz tułów, przenosisz ciężar koszyka, który z każdą godziną robi się cięższy.
To jest realna praca mięśni. Do tego niska intensywność i długi czas, czyli dokładnie ten typ wysiłku, który organizm bardzo dobrze znosi i którego potrzebuje najbardziej.
Tu wchodzi NEAT
Pisałem już o tym szerzej we wpisie o NEAT, czyli spontanicznej aktywności, która robi różnicę. W skrócie: NEAT to cała energia, którą zużywasz poza zaplanowanym treningiem. Chodzenie, sprzątanie, wchodzenie po schodach, wiercenie się na krześle.
I to właśnie NEAT jest tym miejscem, gdzie grzybobranie robi robotę. Cztery godziny wolnego marszu po lesie to kilkanaście tysięcy kroków, których w normalny weekend byś nie zrobił. Dla porównania, przeciętny dzień przy biurku to często poniżej trzech tysięcy. Różnica w wydatku energetycznym między tymi dwoma dniami jest ogromna i nie wymaga ani jednego przysiadu.
Co ciekawe, przy takim wysiłku o niskiej intensywności organizm dobrze czerpie energię z tłuszczu. Nie oznacza to, że grzybobranie „odchudza” samo z siebie, bo o tym decyduje bilans całego dnia. Ale jako element układanki działa świetnie.
Czego grzybobranie nie zrobi
Żeby było uczciwie: las nie zastąpi treningu siłowego. Nie zbudujesz w nim mięśni, nie poprawisz siły, nie odbudujesz postawy po ośmiu godzinach przy biurku. To uzupełnienie, nie zamiennik.
Ale jako uzupełnienie jest bliskie ideału, bo łączy ruch z czymś, czego trening nie daje: kontaktem z naturą, spadkiem poziomu stresu i lepszym snem po dniu spędzonym na świeżym powietrzu i w dziennym świetle. W jesiennych miesiącach, gdy światła jest coraz mniej, to ma realne znaczenie dla samopoczucia.
Co zjeść przed wyjściem do lasu
Grzybobranie to wysiłek długi i nieprzewidywalny. Zwykle planujesz dwie godziny, a wracasz po pięciu. Dlatego posiłek przed wyjściem powinien dawać energię na długo, a nie szybki zastrzyk, po którym za godzinę zgłodniejesz.
Sprawdza się śniadanie oparte na węglowodanach złożonych z dodatkiem białka: owsianka z jogurtem i owocami, jajecznica z pełnoziarnistym pieczywem, kanapki z twarogiem albo dobrym wędlinowym dodatkiem. Zjedz je spokojnie na godzinę czy dwie przed wyjściem.
Czego unikać: ciężkich, bardzo tłustych potraw, które będą zalegać, oraz samych słodyczy, po których energia spadnie w pół drogi.
Co zabrać ze sobą
Dwie rzeczy, o których ludzie zapominają najczęściej.
Woda. Chłodno nie znaczy, że się nie odwadniasz. Przy kilku godzinach marszu bidon albo butelka to podstawa, a jesienią pragnienie odzywa się słabiej, więc pij regularnie, nie czekając na sygnał.
Coś do zjedzenia po drodze. Batonik owsiany, garść orzechów, banan, kanapka. Jeśli wyprawa się przeciągnie, a nie masz nic przy sobie, wracasz wyczerpany i z wilczym apetytem, co zwykle kończy się dorwaniem czegokolwiek w drodze powrotnej.
Po powrocie
Po kilku godzinach w lesie organizm potrzebuje głównie trzech rzeczy: nawodnienia, porządnego posiłku z białkiem i odpoczynku dla nóg.
Posiłek po powrocie ułóż jak normalny obiad: źródło białka (mięso, ryba, jajka, strączki), węglowodany (ziemniaki, kasza, ryż) i warzywa. Nic wymyślnego, po prostu pełnowartościowo. Jeśli przyniosłeś grzyby, to swoją drogą świetny dodatek: mają mało kalorii, dużo błonnika i sporo smaku, choć same w sobie nie są istotnym źródłem białka, więc niech nie zastępują głównego składnika.
Warto też wieczorem zadbać o nogi i biodra, bo kilka godzin na nierównym terenie potrafi je porządnie zmęczyć. Spokojne rozciąganie łydek, ud i bioder przed snem wystarczy.
Podsumowanie
Grzybobranie to jedna z tych aktywności, które nie wyglądają na trening, a robią dla formy więcej niż niejeden zaplanowany spacer po mieście. Kilka godzin ruchu w terenie, tysiące kroków i porządna dawka świeżego powietrza. Traktuj to jako wartościowy dodatek do tygodnia, a nie jako wymówkę, żeby odpuścić siłownię.
A jeśli chcesz, żeby te jesienne kilometry pracowały razem z sensownym planem treningowym, odezwij się. Prowadzę treningi personalne w Gdańsku w CityFit Forum i pierwsze spotkanie to zwykła rozmowa o Twoich celach.